Witam wszystkich
Chciałbym na wstępie przyszłej – mam nadzieję – dyskusji o wytopie żelaza, opisać eksperyment, który miał niedawno miejsce w Pruszkowie koło Warszawy.
Jesteśmy wszyscy związani z Dymarkami Świętokrzyskimi, ale podobne piece budowano też i na Mazowszu. Badaniem tego ośrodka hutniczego zajmuje się Muzeum Starożytnego Hutnictwa Mazowieckiego w Pruszkowie. Wiosną tego roku otrzymałem od dyrektora muzeum - mgr. Doroty Słowińskiej - propozycję, aby poprowadzić pokaz wytopu żelaza na festynie organizowanym na terenie szkoły podstawowej w pobliskich Otrębusach. Początkowo miała to być tylko jeszcze jedna „działająca atrapa” pieca dymarskiego, ale ten projekt przerodził się prawie od razu w pomysł, aby spróbować odtworzyć piec dymarski stosowany na Mazowszu, a sam wytop poprowadzić jak najbardziej na serio. Od razu też zrodziła się myśl, aby do współpracy zaprosić Andrzeja i Daniela.
Przyjęte zostało założenie, że sam piec ma być rekonstrukcją pieców budowanych na terenie dzisiejszych Biskupic, Milanówka i Pruszkowa, a wytop ma być prowadzony z rudy darniowej, a więc z surowca stosowanego z całą pewnością na tym terenie.
Podobnego pieca nikt wcześniej nie próbował odtwarzać, a więc pracę nad jego budową trzeba było zacząć od dokładnego przejrzenia materiału archeologicznego znajdującego się w zbiorach Muzeum. Po jakimś czasie zaczął się krystalizować obraz pieca, a właściwie jego szczegółów konstrukcyjnych.
Prawdopodobnie jego szyb nie był cylindryczny ani nie zwężał się równomiernie na całej długości. Jego przekrój, u podstawy nieco większy od średnicy kotlinki, dość znacznie zwężał sie ku górze, aby dopiero od pewnego miejsca przyjąć formę walca lub łagodnego stożka. Zachowane fragmenty ścianek z dolnej części są też znacznie grubsze i noszą wyraźnie ślady erozji termicznej, a ich wewnętrzna powierzchnia pokryta jest fajalitem.
Dysza z profilu i od zewnątrz.Muzeum Starożytnego Hutnictwa Mazowieckiego w Pruszkowie.Pozostałość fajalitu kończy się dość wyraźną granicą, a nieco powyżej można dopatrzyć się owego załamania linii ścianek szybu. Wyraźna też jest zmiana ich grubości.
Zachowany fragment ścianki szybu – widok na płaszczyznę przełomu. Zachowała się powierzchnia zewnętrzna i wewnętrzna.
Widoczne załamanie profilu powierzchni wewnętrznej i granica fajalitu.
Muzeum Starożytnego Hutnictwa Mazowieckiego w Pruszkowie. Może to świadczyć o tym, że tylko w najniższej części pieca panowała wysoka temperatura (pierwotnie grube ścianki, fajalit, erozja termiczna ścianek), natomiast pozostała część szybu (bez śladów fajalitu i erozji termicznej) nie była wypełniona węglem i rudą, była węższa, miała cienkie ścianki i pełniła już tylko funkcję komina.
Budowa zrekonstruowanego pieca dymarskiegoNa podstawie zachowanych fragmentów pieców z Pruszkowa, Milanówka i Biskupic - ze zbiorów Muzeum Starożytnego Hutnictwa Mazowieckiego w Pruszkowie.
Jak widać, konstrukcja tego pieca miała być zupełnie inna niż pieca znanego nam ze Starachowic. Jak dowodzą zachowane fragmenty, ścianka szybu lepiona była nie z cegieł (jak piece w Górach Świętokrzyskich), ale z taśm glinianych. Ogromne wątpliwości zrodziło jednak przypuszczenie, że ścianki szybu były bardzo cienkie. Ich grubość wynosiła prawdopodobnie 6÷8 cm u podstawy i nie więcej, niż do 1÷2 cm u wylotu szybu. Budziło to obawy, że nasze obserwacje i wnioski są błędne, bo tak delikatny szyb po prostu rozleci się podczas budowy (nie zachowały się żadne ślady jakiegoś pomocniczego rusztowania) a tym bardziej podczas suszenia i wytopu. Oczywistym się więc stało, że przed festynem w Otrębusach trzeba zrobić choć jedną próbę, aby sprawdzić przynajmniej samą hipotetyczną konstrukcję pieca.
W połowie sierpnia, pod czujnym okiem Krystyny Kozy (archeologa z muzeum w Pruszkowie – Krysiu, witaj na naszym Forum), powstały dwa piece. Pierwszy z nich miał być wyłącznie próbą lepienia szybu. Niestety, zanim zdążyłem go obejrzeć, został przez ciekawych efektu swojej pracy kolegów z Muzeum, rozpalony i dokonał swojego żywota.
Drugi piec ( też autorstwa Bogdana Zająca i Ireneusza Guziaka – pracowników muzeum) spokojnie sechł, czekając na mój powrót z Dymarek Świętokrzyskich i na przyjazd Daniela. Wytop zaplanowany był na wieczór i noc z 21 na 22 sierpnia.
Piec dymarski zrekonstruowany na terenie Muzeum Starożytnego Hutnictwa Mazowieckiego w Pruszkowie.Przyjęty został następujący scenariusz wytopu:
1. Podstawowym celem tego eksperymentu jest sprawdzenie wytrzymałości szybu, a także zachowanie się rudy darniowej podczas wytopu, ewentualnie uzyskanie wyraźnego i jednolitego kloca.
2. Wytop ma się odbywać na dmuchu naturalnym.
3. Piec będzie rozpalony przez kanał kotlinkowy, a wygrzewany palonymi szczapami drewna. Po zupełnym wysuszeniu i rozgrzaniu szybu, drewno będzie stopniowo zastępowane węglem drzewnym.
4. Żar ma wypełnić kotlinkę oraz szyb do wysokości 40~60 cm. ponad poziomem gruntu. W celu kontroli poziomu wsadu oraz obserwacji jego powierzchni, koloru żaru itp. w ściance szybu wywiercone zostały 4 otwory o średnicy 20 mm.
5. Ruda ma być wsypywana niewielkimi porcjami. Następna porcja będzie wsypana dopiero po upłynnieniu porcji poprzedniej. Upłynnienie żużla mieliśmy obserwować przez wspomniane wzierniki. Mieliśmy też nadzieję, że płynny żużel zobaczymy w kanale kotlinkowym.
6. Wytop będzie prowadzony bez dodawania topników (tlenku, wodorotlenku wapnia)
7. Wytop ma być prowadzony tak długo, aż poziom żużla osiągnie ~5 cm powyżej powierzchni gruntu.
Praktyka, niestety, okazała się nieco inna. Początkowo piec pracował wspaniale. Rozpalił się nadzwyczaj łatwo, a naturalny ciąg, jaki w nim powstał, był tak silny, że momentami wyrzucał słomę wkładaną poprzez kanał kotlinkowy.
Wygrzewanie pieca.
Wlot kanału kotlinkowego przykryty kamieniem. 2008-08-21 godzina 15’09
W obawie, że szybkie suszenie może spowodować pękanie pieca, przykryty został wlot tego kanału w celu zdławienia zbyt silnego ciągu. Około godziny 20, (5 godziny od rozpalenia pieca) kotlinka i dolna część szybu do wysokości 30÷40 cm wypełnione były żarem i zaczęliśmy podawać rudę. Nie udało się jednak utrzymać ciągu tak silnego jak na początku wytopu. Po kilku godzinach bezowocnych prób uzyskania odpowiedniej temperatury, zdecydowaliśmy się na zastąpienie ciągu naturalnego dmuchem sztucznym. Do kanału kotlinkowego zaczęliśmy wdmuchiwać powietrze z niewielkiego, jednokomorowego miecha, później nawet zastąpiliśmy go odkurzaczem.
Po zastosowaniu dmuchu sztucznego – obserwacja spływającego żużla.
(Daniel Czernek)2008-08-22 godzina 01’35
Wyraźnie podniosło to temperaturę w piecu, zaobserwowaliśmy też języki płynnego żużla spływającego do kanału kotlinkowego. Nadal jednak, żar nie był tak silny i jednolity jak chcieliśmy osiągnąć.
Wytop.
Daniel Czernek (z lewej) i Maciek Aust (z prawej)2008-08-22 godzina 02’41
Po zastosowaniu dmuchu sztucznego – żużel spływający do kanału kotlinkowego.2008-08-22 godzina 02’58
Wnętrze pieca – górna powierzchnia wsadu widziana przez wylot szybu.2008-08-22 godzina 05’13
Nad ranem, około godziny 05’30 praktycznie zakończone zostało dosypywanie węgla i rudy.
Około godziny 6 zupełnie odłączono dmuch, a piec pozostawiono do ostygnięcia.
Stygnący piec.Widok w kierunku prostopadłym do osi kanału kotlinkowego (kanał z lewej strony). Dwa górne otwory obserwacyjne zalepione gliną.
2008-08-22 godzina 06’45
Aby umożliwić pozostałym pracownikom muzeum obejrzenie rozbicia pieca, zaplanowane ono zostało dopiero po godzinie 8 rano. Jak się jednak okazało, nikt z nich nie czekał tak długo i już o godzinie 7 wszyscy byli na miejscu eksperymentu.
Piec przed rozbiciem.Od lewej:
Piotr Holub, Wojciech Sławiński, Maciej Aust, Daniel Czernek.
2008-08-22 godzina 07’10
Po częściowym podkopaniu podstawy okazało się, że piec jest nadal bardzo stabilny, a spękania gliny tylko powierzchowne. W tej sytuacji postanowiliśmy, że nie będziemy rozbierać pieca po kawałku, lecz spróbujemy położyć szyb w całości. Kilkanaście minut po godzinie 7, jeszcze gorący komin został owinięty liną, a następnie przechylony i położony na boku.
Rozbijamy.2008-08-22 godzina 07’12
Ku ogólnemu zaskoczeniu, szyb przełamał się dopiero po pochyleniu go niemal do poziomu.
Przewrócony szyb od strony kanału kotlinkowego.2008-08-22 godzina 07’13
„Odkurzanie” kloca i wypalanie resztek węgla drzewnego. 2008-08-22 godzina 07’15
Częściowo wypreparowany i oczyszczony kloc. W dolnym prawym rogu zdjęcia - jęzor żużla w kanale kotlinkowym.2008-08-26 godzina 12’04
Kotlinka wypreparowana w płaszczyźnie kanału kotlinkowego (kanał z lewej strony zdjęcia).2008-08-26 godzina 12’39
Oczyszczony kloc. Z prawej strony widoczne dwa jęzory żużla, które wpłynęły do kanału kotlinkowego.2008-08-26 godzina 12’46
Wygląd kloca potwierdził nasze przypuszczenia, że w piecu powinna panować wyższa temperatura. Żużel nie był tak płynny jak w autentycznych klocach z przed 2000 lat. Ponadto nasz kloc, choć jednolity, nie wypełniał całej kotlinki. Co prawda żużel dopłynął do samego dna, jednak nie wszędzie. Żużel utworzył bryłę, której kształt można porównać do garnka odwróconego dnem do góry. Prawdopodobnie przy ściankach pieca następowało lepsze przewietrzanie wsadu, co powodowało utrzymywanie wyższej temperatury węgla i lepsze upłynnienie żużla, natomiast w osi pieca dopływ powietrza był mniejszy, a więc i temperatura niższa niż przy ściankach. Taki rozkład temperatur sugerowały też obserwacje wnętrza pieca prowadzone podczas wytopu. Ognisko żaru było zdecydowanie jaśniejsze przy ściankach niż pośrodku pieca.
Zmniejszanie przepływu powietrza przewietrzającego środek pieca, następować musiał stopniowo, o czym świadczyłby jęzor żużla, który spłynął na dno kanału kotlinkowego. Można przypuszczać, że miało to miejsce podczas pierwszej fazy wytopu, prowadzonej jeszcze na dmuchu naturalnym, kiedy warstwa węgla drzewnego była luźna i przepuszczalna. Zakumulowane ciepło wystarczyło do upłynnienia pierwszych porcji rudy, jednak temperatura w piecu zaczęła spadać (zatrzymanie dopływu żużla do kanału kotlinkowego), gdyż powietrze przestało dopływać w wystarczającej ilości do osi pieca. Zarówno początkowy wypływ żużla jak i jego zatrzymanie nie był obserwowany bezpośrednio, gdyż jęzor żużla ukryty był pod warstwą rozpalonego węgla i popiołu zalegającego na dnie kanału kotlinkowego. Po podłączeniu dmuchu sztucznego, temperatura w piecu początkowo się podniosła, co zaowocowało powstaniem następnego jęzora żużla spływającego do kanału kotlinkowego. Jęzor ten utworzył się na warstwie częściowo ostygłego węgla i popiołu przykrywającego pierwszą, niewidoczną porcję żużla. Jednak silny strumień powietrza wdmuchiwanego do pieca chłodził jednocześnie powierzchnię płynnego żużla, doprowadzając do zakrzepnięcia i tego drugiego jęzora.
Jakkolwiek w opisanym powyżej eksperymencie nie otrzymano nawet śladu kowalnego żelaza, to jednak można go uznać za udany, gdyż umożliwił on udzielenie odpowiedzi na postawione w jego założeniu pytania. Przede wszystkim udowodnił, że ścianki wielokrotnie cieńsze od stawianych z cegieł ścianek pieców świętokrzyskich, całkowicie spełniają swoje zadanie, a więc przypuszczenie o niewielkiej grubości ścianek pieców stawianych na Mazowszu jest najprawdopodobniej prawdziwe. Zaobserwowaliśmy też istotnie mniejszą płynność żużla powstającego z rudy darniowej, w stosunku do żużla powstającego podczas wytopów prowadzonych w Starachowicach czy Nowej Słupi. Nie były, co prawda, prowadzone pomiary temperatury, tylko jej subiektywna ocena na podstawie koloru żaru, ale żużel był wyraźnie lepki, gęstopłynny, przy podobnej (?) temperaturze w piecu.
Istotną różnicą w stosunku do podobnych wytopów prowadzonych w Górach Świętokrzyskich było też zużycie węgla. Piec zużył prawie 100 kg węgla (!), a więc 2÷3 razy więcej niż piece znane nam z „Dymarek”. Trudno powiedzieć, czy było to wynikiem inaczej prowadzonego wytopu, innej rudy czy zdecydowanie cieńszych ścianek, a więc i większych strat ciepła.
Jednym z celów tego doświadczenia było otrzymanie w miarę jednolitego kloca żużla. Otrzymany kloc był co prawda jednolity, jednak jego struktura była niestety inna niż struktura kloców historycznych.
Przede wszystkim autentyczne kloce mają wyraźną warstwową strukturę żużla w kanałach kotlinkowych i ślady takiej struktury w głównym trzonie kloca. Nasz kloc zupełnie nie wykazywał takiej budowy. Poza tym żużel oblewający kawałki węgla drzewnego ma ostre krawędzie i dokładny, wyraźnie widoczny negatyw słojów drewna i jego spękań. Żużel uzyskany w naszym wytopie ma łagodne, zaokrąglone krawędzie, a odciski węgla drzewnego są niewyraźne, nieostre. Wydaje się, że jest to właśnie wynikiem gęstopłynności żużla spowodowanej za niską temperaturą, bądź innym jego składem.
Jak już wspomniałem, eksperyment ten miał być wstępem do właściwego pokazu zaplanowanego na drugą połowę września. Dyskutowane na bieżąco obserwacje prowadzone w czasie jego trwania pozwoliły nam na ustalenie scenariusza planowanego wytopu w Otrębusach. Ten eksperyment opiszę już następnym razem.
Na zakończenie chcę podkreślić, że powyższy tekst nie jest oficjalnym komunikatem dotyczącym tego wytopu. Zarówno obserwacje jak i wysnute z tych obserwacji wnioski i przypuszczenia, są moimi subiektywnymi uwagami na ten temat. Były one, co prawda, komentowane na bieżąco z Danielem, Maćkiem i Piotrem, jednak nie uzgadniałem z nimi ich ostatecznej treści.
Po skończonym wytopie nie było praktycznie czasu ani okazji na przedyskutowanie w szerszym gronie jego wyników, mam wiec nadzieję, że to Forum da nam taką okazję. Dlatego też niczego nie uzgadniałem z innymi uczestnikami tego eksperymentu, chcąc dać im możliwość pokazania tego doświadczenia z ich punktu widzenia. Pokłony
Wojtek Sławiński ADALBERTUS